11-10-2016 r.

CETA zniszczy polskie rolnictwo?

Już 18 października br. Rada Unii Europejskiej ma podpisać umowę handlową z Kanadą. Nasz rząd popierający umowę CETA liczy na miliardy euro korzyści, choć na ostatnim posiedzeniu nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie. Przeciwnicy tej umowy ostrzegają przed zniszczeniem polskiego rolnictwa. Zapowiadają też potężną demonstrację 15 października.
Rynek kanadyjski jest na 12 miejscu wśród najważniejszych rynków dla UE, za to Unia jest dla Kanady drugim najważniejszym partnerem handlowym - trafia tu niemal 10 proc. kanadyjskiego eksportu. We wspólnym unijno-kanadyjskim studium, korzyści gospodarcze z umowy handlowej UE-Kanada oszacowano na ponad 11 mld euro w przypadku 500-milionowej UE i około 8 mld euro dla 35-milionowej Kanady.
Z kolei według analizy fundacji "Akcja Demokracja" sprzeciwiającej się umowie wynika, że to nasz kraj znajduje się w grupie państw, które na umowie wyjdą najgorzej. Wzrosnąć może bezrobocie, a ponadto umowa handlowa zagrozi naszemu rolnictwu. Wszystko przez zniesienie barier na obrót produktami rolnymi, co może skończyć się zalaniem naszego rynku tańszą żywnością zza oceanu. Jak przekonują nasi producenci - tańszą i gorszą, bo to właśnie Kanada jest jednym ze światowych liderów żywności modyfikowanej genetycznie, a w hodowli stawia na maksymalizację zysków, co wpływa na niską jakość mięsa.

Krzysztof Janoś: Polskim hodowcom i rolnikom rzeczywiście towarzyszy strach związany z porozumieniem CETA czy to tylko polityczna narracja związków i organizacji pozarządowych?

Bronisław Baj, hodowca bydła rasy mięsnej i trzody chlewnej: Obawiamy się o swoją przyszłość, bo w porównaniu z Kanadą jesteśmy bardzo słabi. Tam się zupełnie inaczej produkuje. My mamy głównie rodzinne gospodarstwa, a tam przeważają wielkie zakłady produkcyjne. Oczywiście w Zrzeszeniu Producentów Bydła Mięsnego ciągle zastanawiamy się, jak możemy wypłynąć na szerokie wody. Problem tylko w tym, że nie ma tego właściwego, rządowego wsparcia, a tylko jest skubanie z nas grosza z każdej strony. W takich warunkach trudno będzie konkurować z tak bogatym krajem.

Nie ma w naszym kraju dużych producentów? W zrzeszeniu macie państwo podobne gospodarstwa, gdzie hoduje się maksymalnie 100 sztuk, jak w pańskim przypadku?

W moim regionie rzeczywiście tak jest, jednak w Polsce są już takie, które można byłoby porównywać z tymi z za oceanu, ale to ciągle zdecydowana mniejszość. Dlatego boimy się tej konkurencji związanej z tańszym mięsem z Kanady.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem tej umowy, a rządzący wreszcie powinni zacząć wspierać nasze rolnictwo, a nie wpędzać w kolejne kłopoty. Tymczasem podstawiają nam nogę i to po raz kolejny. Tam w Warszawie powinni dbać i wspierać rozwój rodzimych producentów, a nie dodatkowo ułatwiać import. Gospodarstw przecież nam nie brakuje i jesteśmy w stanie sami zaspokoić potrzeby naszego rynku. Zwłaszcza że wszystko jest bardzo dobrej jakości.

Kanadyjczycy też zachwalają swoje produkty.

Tylko jak one powstają? W moim regionie, w lubuskim, praktycznie nie zdarza się, żeby ktokolwiek karmił swoje zwierzęta nawożoną paszą. Przyczynia się do tego też wysoka cena nawozów, ale w efekcie mamy ekologiczną karmę. Praktycznie nie ma żadnego problemu z zakupem dobrej jakości zboża, które nie miało kontaktu z nawozami. Już nie mówiąc o tym, że oczywiście nic z tego nie było modyfikowane genetycznie, a w świecie nie jest to takie proste.

Obrońcy GMO przekonują, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, że to może być szkodliwe dla zdrowia.

Ale są co do tego wątpliwości i powinniśmy bronić jakości produktów na naszym rynku również w trosce o zdrowie konsumentów. Tymczasem widać wyraźnie, że ingerencja w hodowlę w celu poprawy efektywności jest duża. Dzięki modyfikacji w hodowli warchlaków można osiągnąć zadziwiające efekty. Jednak to nie jest normalne, żeby zwierzę mogło przybrać na masie w 3 miesiące 120 kilogramów. Z tego z całą pewnością nie można uzyskać dobrej jakości mięsa.

Przy użyciu pańskiej paszy jak długo trzeba czekać na taki efekt?

Te ponad 100 kilogramów w tak szybkim czasie jest ponad siły tego biednego zwierzęcia. Z reguły przy mojej karmie zajmuje mi to nawet do 7 miesięcy. To pokazuje, jakich sztuczek, niemających nic wspólnego z naturalnym pożywieniem, używa się, by osiągnąć takie wyniki. Dlatego jestem za ochroną naszego rynku przed takimi rozwiązaniami.

A potrafi pan powiedzieć, czym różni się takie mięso od tego produkowanego w ekologiczny sposób, tak jak pan to robi?

Miałem doświadczenie z takimi paszami z dużą ilością dodatków i wspomagaczy. Bywało i tak, że po uboju to mięso do niczego się nie nadawało, choćby ze względu na jego zapach i kolor. Także nie przypuszczam, żeby to miało konsumentom wyjść na dobre.
Tyle że w produkcji jest ono tańsze. Pasza modyfikowana pozwala osiągnąć przyrost masy buhaja nawet do 600 kg rocznie. Tymczasem w sposób naturalny będzie to 400 kg. Pokazuje to, jaka jest różnica w zależności od tego, jakich pasz się używa i jaką przewagę mają producenci zza oceanu.

Część mięsa pan eksportuje, zatem CETA może też być dla pana sporą szansą. Może swoim ekologicznym mięsem Polacy podbiją tamtejszy rynek, który szeroko otworzy się dla naszych producentów?

To rzeczywiście jest możliwe, bo nasze mięso ma uznanie na świecie i to może być dla nas sporą szansą. Mówię oczywiście głównie o mniejszych hodowcach, którzy rzeczywiście karmią ekologicznymi paszami. Pytanie tylko, czy przetrwamy do tego czasu.


Oto jakie eksperci widzą zagrożenia i korzyści wynikające z CETA

Żywność GMO

Eksperci podkreślają, że podpisanie umowy CETA będzie furtką dla żywności genetycznie modyfikowanej, gdyż Kanada jest jednym z trzech największych producentów GMO na świecie. Dodatkowo, rolnictwo tego kraju oparte jest na produkcji przemysłowej, pestycydach i chlorowaniu mięsa, co stanowić będzie kolejne zagrożenie. Podpisanie umowy CETA może więc oznaczać, że niebawem na rynek europejski trafi wiele potencjalnie szkodliwych czy też w Europie nieakceptowanych produktów.

Przedstawiciel Konfederacji Lewiatan Jakub Wojnarowski podkreśla jednak, że ,,umowa między Unią Europejską a Kanadą przewiduje dostosowanie przesyłu towarów i handlu w zakresie żywności i rolnictwa do obowiązujących już przepisów", jego zdaniem nie ma więc zagrożenia związanego z GMO czy też z zalewem taniej żywności na polskim rynku.

Gospodarstwa rolne, a korporacje

Komisja Europejska podkreśla korzyści, jakie z zawarcia umowy handlowej między Unią Europejską, a Kanadą będą mieli rolnicy, chodzi m.in. o zniesienie prawie wszystkich barier celnych i wzajemne otwarcie rynków, a także zniesienie 90 proc. barier na produkty rolne. Zwolennicy CETA podkreślają też wielkie możliwości Polski w eksporcie naszych produktów na rynek kanadyjski, który w części może nam zastąpić utratę Rosji. Fundacja Akcja Demokracja, która sprzeciwia się umowie, zaznacza jednak, żeby do tych obietnic podchodzić sceptycznie i za przykład kraju, w którym podobna umowa sprawiła, że między innymi zamiast eksportu zwiększył się import żywności, podaje Meksyk.

Z raportów amerykańskich organizacji społecznych wynika, że ekspansja amerykańskich produktów rolnych, która była skutkiem podpisania umowy NAFTA (umowa handlowa między Meksykiem, Stanami Zjednoczonymi, a Kanadą), zniszczyła w Meksyku drobnych indywidualnych farmerów, którzy nie byli w stanie rywalizować z olbrzymimi farmami-fabrykami. Pracę straciło 1,3 miliona Meksykanów. Część z nich została natomiast zatrudniona w fabrykach produkujących na potrzeby amerykańskich korporacji.

Rynek pracy

Z badań fundacji Akcja Demokracja wynika, że CETA będzie miała olbrzymi wpływ na rynek pracy. Do 2023 roku w Unii Europejskiej może ubyć aż 200 tys. miejsc pracy. Badania mówią także o spadku płac, który mógłby wynieść od 316 do 1331 euro w skali roku. Jak komentuje to Maria Świetlik z fundacji Akcja Demokracja, ,,nawet te 1350 zł to dla przeciętnych mieszkańców Polski bardzo dużo, a dla 1,3 miliona osób zarabiających płacę minimalną to tak, jakby zabrano im jedną pensję rocznie".

Zwolennicy przekonują jednak, że efekt będzie odwrotny - liberalizacja handlu spowoduje wzrost gospodarczy, co przyczyni się do tworzenia nowych miejsc pracy. Jak możemy przeczytać na stronie Komisji Europejskiej, podobny wpływ miały też inne umowy o wolnym handlu, które UE zawarła w ostatnim czasie. Szacuje się, że ,,każdy 1 mld euro eksportu z UE utrzymuje średnio 14 tys. miejsc pracy. Takie miejsca pracy są też na ogół lepiej opłacane niż te, które nie zależą od eksportu - na stanowiskach wymagających wyższych kwalifikacji oferuje się płace wyższe o 15 proc.".

Ochrona inwestycji

Dużo emocji budził też do tej pory mechanizm ochrony inwestycji, tzw. ISDS (ang. investor-state dispute settlement). Komisja Europejska i Kanada zgodziły się, by teraz do CETA włączyć nowy mechanizm rozstrzygania sporów inwestycyjnych w postaci Systemu Sądu Inwestycyjnego (ICS), dzięki któremu zmieni się praca arbitrów, m. in. w zakresie przejrzystości ich działań.

Instytucja ta z założenia ma chronić inwestorów przed nagłymi zmianami prawa, które mogłyby być skierowane przeciwko zagranicznym firmom. Przedsiębiorstwa, które chcą zablokować niekorzystne dla nich zmiany, mogą się odwołać do arbitrażu i otrzymać olbrzymie odszkodowanie. Ponieważ każda nawet najmniejsza zmiana prawna może zostać uznana przez firmy za niekorzystną, można zakładać, że pozwów takich będzie mnóstwo. Jak podkreśla fundacja Akcja Demokracja, co roku państwa wypłacają miliardy odszkodowań takim firmom. Stanowi to więc gigantyczne zagrożenie dla budżetów publicznych, a co za tym idzie, stanowi dodatkowy koszt dla podatników.

Zwolennicy ISDS/ICS zaznaczają jednak, że dzięki temu mechanizmowi chronione będą europejskie firmy w Kanadzie. Ponadto, jak wynika z ONZ-owskiej agendy UNCTAD, to nie firmy zza oceanu są odpowiedzialne za większość wszczętych spraw arbitrażowych, a właśnie firmy europejskie. Częściej też padają wyroki na korzyść państw (45 proc.), a nie inwestorów (22 proc.).

Ochrona środowiska

Krytycy CETA zwracają uwagę, że ochrona środowiska może pozostać jedynie deklaracją w preambule umowy. Zarzuty, jakie się pojawiają, dotyczą rabunkowego wydobycia ropy i eksploatacji piasków bitumicznych w Kanadzie. Nie tylko doprowadza to do dewastacji środowiska, ale też pozbawia kanadyjskich Indian prawa do użytkowania należnej im ziemi.

Jak w wywiadzie z gazetaprawna.pl podkreślała Maude Barlow, założycielka organizacji Council of Canadians, "Kanada wykorzystała negocjacje w sprawie umowy CETA, by zmusić Europę do osłabienia dyrektywy w sprawie jakości paliwa, która pozwalałaby na rozróżnienie pomiędzy rodzajami paliw importowanych w zależności od poziomu emisji dwutlenku węgla. KE chciała określić, że i ropa z piasków bitumicznych, i gaz łupkowy wydobywany metodą szczelinowania to paliwa o niższym standardzie. Kiedy Kanada zagroziła wycofaniem się z CETA, uznano te metody za konwencjonalne". Drugi przykład, jaki podaje, dotyczy zakazu szczelinowania hydraulicznego, który obowiązuje we Francji. Za sprawą CETA ten europejski zakaz będą mogły kwestionować amerykańskie firmy, które mają spółkę zależną lub biuro w Kanadzie.

Zwolennicy nie widzą natomiast w przyjęciu CETA zagrożenia środowiska, zaznaczając, że Komisja Europejska dba o dopuszczenie odpowiednich przepisów. Wskazują też na interesy Polski - ich zdaniem import kanadyjskiej ropy z piasków bitumicznych byłby alternatywą dla importu tego surowca z Rosji.

Przedsiębiorstwa

Komisja Europejska podkreśla, że doprowadzi ona do zniesienia 99 proc. ceł między UE a Kanadą, a także usunie wiele innych przeszkód dla przedsiębiorstw. Zlikwidowane cła na towary przemysłowe, pozwolą zaoszczędzić europejskim eksporterom prawie 600 mln euro rocznie. Umowa CETA umożliwi też wejście na kanadyjski rynek nawet małym firmom.

Eksperci przekonują jednak, że założenia te są nierealne i w wielu z nich nie uwzględniono kosztów społecznych. Ich zdaniem umowa CETA da korzyść przede wszystkim wielkim korporacjom. Jak w rozmowie z money.pl podkreślała Maria Świetlik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności, ,,te umowy [TTIP i CETA] nie zawierają niczego korzystnego dla społeczeństwa. Nie widzę innego wyjaśnienia. Jedynymi ich beneficjentami będą wielkie korporacje, a odbywać się to będzie kosztem małych i średnich przedsiębiorstw".

Źródło: Money.pl
Opracowanie: Paweł Dopierała

Powrót