23-01-2018 r.

Wartość tucznika na półce sklepowej


Bardzo często rolnicy na różnych spotkaniach zwracają uwagę na brak reakcji rynku detalicznego na wahania cen produktów rolnych, chociażby żywca wieprzowego. Jest to widoczne szczególnie w sytuacji utrzymywania się przez dłuższy czas tzw. dołka cenowego. Także na niedawnym walnym zgromadzeniu Wielkopolskiej Izby Rolniczej przyjęto wniosek o przeanalizowanie tego zjawiska. Problem nie jest nowy i nasza Izba monitoruje go od roku 2010. Bazując na własnych notowaniach rynkowych obliczamy wartość tucznika opuszczającego gospodarstwo hodowcy i porównujemy z wartością nieprzetworzonego mięsa (wyrębów), według cen płaconych przez odbiorcę detalicznego. Analizę przeprowadzoną w końcu grudnia 2017 roku przedstawia poniższa tabela.


Dane o procentowym udziale poszczególnych asortymentów w półtuszy pochodzą z Instytutu Przemysłu Mięsnego i Tłuszczowego. Ceny detaliczne poszczególnych asortymentów uzyskano z notowań przeprowadzonych w kilkudziesięciu sklepach w różnych powiatach Wielkopolski. Także cena żywca wieprzowego jest średnią ceną z monitoringu prowadzonego przez WIR w wielkopolskich punktach skupu i ubojniach.

Jak wynika z tabeli, za tucznika rolnik otrzymał 445,50 zł, zaś za wyręby z niego pozyskane konsumenci zapłacili łącznie 1102,13 zł. Przyrost wartości wynosi więc ponad 147 procent. Czy podobny wynik osiągano w poprzednich analizach? Spójrzmy na zestawienie cen żywca i średniej ceny mięsa.


Tylko notowanie przeprowadzone w roku 2015 wykazało, że wraz ze spadkiem ceny żywca spadła także średnia cena mięsa. Kolejna analiza z roku 2016 pokazuje, że cena mięsa wzrosła, mimo spadku ceny tuczników. Porównajmy także rok 2015 z 2017: przy podobnej cenie żywca, cena mięsa znacząco wzrosła. Potwierdza to stawianą przez producentów rolnych tezę, że przetwórstwo i handel detaliczny do poprawy własnych wyników ekonomicznych bezlitośnie wykorzystują sytuacje załamania cen na rynku surowca. Interes rolnika nie jest w żaden sposób brany pod uwagę. Tymczasem producenci rolni słusznie uważają, że gdyby w sytuacji dla nich kryzysowej odbiorca detaliczny mógł taniej nabyć mięso i jego przetwory, wywołałoby to wzrost popytu, co z pewnością przełożyłoby się na odwrócenie tendencji spadkowej ceny żywca. Podobny mechanizm oczywiście dotyczy także innych produktów rolnych, co nasze środowisko zawodowe słusznie uznaje za postępowanie nieetyczne. Padają przy tym przypuszczenia o stosowanie przez przetwórców zabronionej prawem zmowy cenowej, jednak jej skuteczne udowodnienie jest niezwykle trudne.

Wyjście z tej utrwalonej od lat rzeczywistości wydaje się rolnikom wręcz niemożliwe. Tymczasem ich koledzy z Zachodu coraz częściej starają się sami przejmować rolę pośredników. Nie jest to jednak propozycja dla „indywidualistów”. Skuteczne zabranie pośrednikom choć części marży wymaga połączenia sił, jaką daje konsolidacja rolników w grupy producenckie i federacje grup. Na zachodzie Europy coraz częściej zawiązują się spółki, których udziałowcami są zrzeszenia spółdzielni rolniczych czy federacji grup producenckich. Zlecają one ubojniom i zakładom przetwórczym przerób własnego surowca, czego efektem jest zysk ze sprzedaży mięsa i wędlin, nie zaś samego żywca. Znane są także przykłady, w który spółki takie są właścicielami zakładów przetwórczych.

Pierwsze, jak dotąd nieliczne próby takiego działania w Polsce niestety nie zawsze kończą się powodzeniem. Nie znaczy to jednak, że należy zawrócić z tej drogi.

Kornel Pabiszczak

Powrót