Z izbowego archiwum

W tym roku nasza izbowa biblioteczka wzbogaciła się o dwie nowe pozycje, tj. Nr 20 i 22 ilustrowanego tygodnika rolniczego „ZAGRODA WZOROWA Przewodnik Kółek Rolniczych” z 1934 roku. Po przeczytaniu artykułów z tych tygodników można śmiało stwierdzić, że choć od publikacji minęło 80 lat, to ich treści nadal pozostają aktualne w praktyce rolniczej. Pozwalam sobie zatem na krótką recenzję.

Autorem artykułu z okładki Nr 20 pt. „Organizacja i zadania izb rolniczych” jest inż. Franciszek Boczek, Dyrektor ówczesnej Krakowskiej Izby Rolniczej. We wstępie autor niezwykle trafnie przedstawia realia ówczesnego okresu: „Jesteśmy świadkami olbrzymich przeobrażeń od czasu wybuchu wojny. Największym przemianom uległo jednak życie gospodarcze świata. Rosja zmieniła swój ustrój. Wszystko cokolwiek jest źródłem produkcji stało się tam własnością państwa, a człowiek cząstką maszyny lub robotnikiem. Za Rosją poszły Włochy. Zreorganizowały całe życie i podporządkowały wielkiej faszystowskiej idei budowy mocarstwowego imperium rzymskiego. W ostatnim czasie widzimy, że Niemcy tworzą nowy państwowy twór, oparty wyłącznie o rasę germańską, a Ameryka zdąża własną siłą do wydobycia się z otchłani kryzysu”. O tym jak wizjonerski to był obraz, świat przekonał się już po 5 latach, gdy ideologia faszystowska zdominowała Europę.

Dalej F. Boczek opisuje realia gospodarcze ówczesnej epoki: „Na dalekim wschodzie urasta nowa żółta potęga gospodarcza i militarna, która zaczyna wysuwać rękę w stronę Europy, a cień jej z tanim towarem już zjawia się na rynku polskim. Obserwując więc życie gospodarcze, nie można oprzeć się wrażeniu, że kończy się okres indywidualizmu i liberalizmu, a świta jakby nowe nieznane jutro”. To, co Dyrektor Boczek zauważył i trafnie spuentował już w 1934 roku odzwierciedla teraźniejszość.

W dalszym wywodzie F. Boczek odnosi się do potrzeby samoorganizacji rolników. Pisze, że nasuwa się jeden wniosek: „nie ma już miejsca na rozdrobnienie, czy to zawodu, czy produkcji. Wiemy i potwierdza to historia, że tylko zorganizowane zawody rządzą i decydują. Rolnictwo jest rozdrobnione i rozbite. Nie może zdobyć się na szeroko zakrojoną akcję, choć stoją przed nim olbrzymie zadania, które stworzyć muszą z niego siłę i potęgę w Państwie. Wprawdzie rolnictwo ma swe organizacje, lecz tylko w niektórych państwach potrafiły one skupić w swych szeregach poważny procent rolników”. Inż. Boczek konkluduje, że „dziś tylko przymusowa zawodowa organizacja w formie Izb Rolniczych, może w pełni odpowiedzieć zmienionym potrzebom i stanowić poważny czynnik w rozwoju rolnictwa”.

Przypomnijmy, że izby rolnicze miały powstać w Polsce jeszcze w 1922 roku, a faktycznie zaczęły funkcjonować na terenie całego państwa dopiero w 1933 roku. Autor artykułu przyjmuje to z pewną ulgą: „nareszcie więc i polskie rolnictwo, które jest i długo jeszcze będzie najliczniejszym zawodem, zdobyło swą reprezentację”. Dalej autor opisuje strukturę i zadania ówczesnych izb rolniczych. Były instytucjami samorządu zawodowego o charakterze osobowości prawa publicznego. Podstawę prawną działalności przedwojennych izb stanowiły ustawa oraz statuty poszczególnych izb. Terenem działania izb, były podobnie jak obecnie – poszczególne województwa, a ich organami były: Rada, Zarząd i Prezes. Głową całej instytucji był Prezes, który miał do swojej dyspozycji biuro na czele z dyrektorem. Dodatkowo powoływano komisję rewizyjną i finansowo-budżetową oraz doraźnie inne komisje problemowe. Do zakresu działania przedwojennych izb rolniczych należały: przedstawicielstwo i obrona interesów rolniczych, przedsiębranie samodzielnych prac w zakresie wszechstronnego popierania rolnictwa, wykonywanie czynności powierzonych izbom przez ustawy i rozporządzenia oraz współdziałanie z władzami rządowymi i samorządowymi we wszystkich sprawach dotyczących rolnictwa. Izby finansowane były zasadniczo z 3% odpisu od podatku gruntowego i 50% odpisu od 10%-ego dodatku do podatku gruntowego na rzecz samorządu wojewódzkiego. Izby miały także dochody własne za świadczenia i usługi na rzecz rolnictwa oraz otrzymywały zasiłki państwowe i samorządowe. Dyrektor Boczek określa to, jako „skromne, ale stałe środki dochodu”. Działalność przedwojennych izb była pod kontrolą Ministra Rolnictwa, a bezpośredni nadzór sprawowali wojewodowie.

Na końcu tego ciekawego artykułu autor zadaje otwarte pytanie – czy izba rolnicza jest potrzebna? Odpowiada cytując dane o rolnictwie ówczesnej Galicji i kwituje stwierdzeniem: „cyfry te potwierdzają znaną przysłowiową nędzę galicyjską. (…) A jednak żyć musimy. Dał nam Bóg ziemię i rozum. Byśmy wyżyli, trzeba jeszcze podnieść produkcję. By produkcję podnieść – trzeba oświaty i organizacji. Nikt i nic nam nie pomoże, gdy sami nie zakaszemy rąk i sami biedy nie odepchniemy. Trzeba tylko zgody i wspólnego wysiłku”. Jakże trafne są to słowa. Jakże pasują także do dzisiejszych czasów. Dyrektor Krakowskiej Izby Rolniczej kończy swój artykuł odezwą do działaczy w terenie. „Pracy jest wiele – są światli działacze w terenie. Niech się skupią w organizacjach i w tej dziejowej chwili niech każdy je wesprze, a rolnictwo stanie się tem, czem być powinno – gospodarzem, żywicielem i obrońcą”. Niech to proste przesłanie będzie odpowiedzią dla tych, którzy także i dzisiaj pytają – po co nam izba rolnicza?

Opracowanie: Grzegorz Wysocki

Powrót